“Wrocław – miasto spotkań”. W moim przypadku krótkich, ale intensywnych. Będąc w tym mieście po raz pierwszy, oglądałam go głównie zza zalanych deszczem okien samochodu. I mimo to, bardzo zapragnęłam do niego wrócić. Nawet na mojej liście “101 celów w 1001 dni” pojawił się taki punkt. Zdecydowanie coś w tym jest, że jak się czegoś bardzo chce, to okoliczności sprzyjają spełnieniu tego, bo w ostatnim czasie udało mi się być dwa razy we Wrocławiu! Łącznie spędziłam w nim około… 10 godzin. Trzeba przyznać, że należę do osób, które uwielbiają zwiedzać. Szaleńcze tempo wycieczek objazdowych mi niestraszne, więc nawet pieszo przejdę wiele kilometrów, by zobaczyć coś pięknego i zrobić temu zdjęcie.
W tym poście zapraszam Was na dwie krótkie wycieczki po Wrocławiu – słoneczną i deszczową. Pierwszą z nich odbyłam w drodze powrotnej z Slot Art Festivalu. Moja przyjaciółka wracała w przeciwną stronę Polski, dlatego pomyślałam, że połażę sobie tam, gdzie mnie oczy poniosą.

Plac Nowy Targ

Kolejny pobyt we Wrocławiu był spontanicznym wyjazdem “na doczepkę”. Jednym z miejsc, które koniecznie chciałam zobaczyć w tym mieście były Ogrody Japońskie i Ogród Botaniczny. Właściwie od samego przyjazdu bardzo padało, ale wiecie – gdy niespodziewanie ma się okazję być w takim pięknym miejscu, to deszcz w ogóle nie przeszkadza! No, może poza robieniem zdjęć, dlatego kilka z poniższych jest zrobionych telefonem.

Spacerując z mamą pod Pergolą i po terenach ogrodu stwierdziłyśmy, że właśnie ten deszcz sprawił, że tak bardzo nam się podoba w tym miejscu. Poza wycieczką emerytów i jedną parą nie spotkałyśmy nikogo, a krople wody sprawiły, że krajobraz był nasycony kolorami. Dzięki temu czułam się troszkę jak w innym kraju. Miałyśmy też okazję zobaczyć pokaz fontanny multimedialnej pod Halą Stulecia – pusta, monochromatyczna, ogromna przestrzeń i woda pulsująca w rytm przepięknej muzyki stworzyły razem wyjątkowe doświadczenie. Czułyśmy się, jakby był specjalnie dla nas, bo wokół można było dostrzec tylko dwoje ludzi. Zwykle w takich miejscach roi się od turystów, więc myślę, że wczesna jesień jest idealną porą na zwiedzenie tych miejsc.

Podczas naszej deszczowej wycieczki trafiłyśmy całkowicie przypadkowo w przepiękny rejon Wrocławia. Starsza pani zrobiła małe zamieszanie w tramwaju, ponieważ chciała wysiąść pod katedrą. Stwierdziłyśmy z mamą, że chętnie i my ją zobaczymy. Okazało się, że jesteśmy na Ostrowie Tumskim, najstarszej i zabytkowej części miasta! Czułam się tam, jakbym trafiła do jakiegoś innego świata – same stare, lecz zadbane budynki, brukowane uliczki, brak reklam. Spacerowałyśmy bez celu, co krok odkrywając piękne widoki. W końcu postanowiłyśmy wracać, by pójść gdzieś na obiad. Wybrałyśmy równoległą ulicę do tej, z której przyszłyśmy i… znowu szczęśliwy traf chciał, że odnalazłyśmy Ogród Botaniczny, do którego miałyśmy już nie jechać.

Teren ogrodu mieści się przy Wydziale Botaniki Uniwersytetu Wrocławskiego i po prostu mnie oczarował. Ten teren jest taki zadbany, ogromny, roślinność taka bujna, że czułam się jak w innym świecie. A dokładnie to… I’m Potterhead, więc jak widzę ogromny gotycki kościół, stare uniwersyteckie budynki, szklarnie to od razu mam ciąg skojarzeń: zajęcia ze studentami – ogród angielski – zielarstwo – Hogwart 😉 Tutaj już dłużej nie mogłam trzymać aparatu w torebce!

Choć kocham Kraków bezwarunkowo, zazdroszczę wrocławianom tych przepięknych terenów. Myślę, że do aktywnego spędzania czasu wolnego jak najbardziej można zaliczyć zwiedzanie. Szczególnie, gdy trzeba się sporo przy tym nachodzić.
Przed nami szary, deszczowy czas, więc warto się wybrać w takie miejsca, gdzie chyba o każdej porze roku można nacieszyć oczy pięknymi barwami i roślinnością. Mam nadzieję, że podobał Wam się taki wirtualny spacer po Wrocławiu. Im częściej odkrywam polskie miasta, tym bardziej widzę, że mają one wiele do zaoferowania i nawet taki kilkugodzinny pobyt może dostarczyć wielu wrażeń.

Jak oceniasz ten wpis?

Wskaż liczbę gwiazdek.

Średnia ocena: 4.2 / 5. Liczba głosów: 35

Nikt jeszcze nie oddał głosu.

0 0 vote
Article Rating