Ostatnio w przypływie pseudofilozoficznych rozmyślań, zaczęłam zastanawiać się nad tym, co już definitywnie wyszło z mody. I doszłam do wniosku, że chyba nic. Nie chodzi wcale o to, że dziś moda jest bardzo swobodna i na pierwszym miejscu stawiamy oryginalny, własny styl, a nie gonitwę za aktualnymi trendami. Nie, chodzi mi o coś zupełnie innego. O takie rzeczy, których kompletnie już się nie nosi. Jasne, można wymieniać, że nie nosimy już na co dzień rękawiczek, kapeluszy, gorsetów i tak dalej. Ale one wciąż są. Można je kupić w każdym sklepie. Może z dostaniem prawdziwego gorsetu byłby kłopot, ale ile na rynku jest erotycznych modeli? W dodatku mamy bieliznę modelującą – „gorset” XXI wieku. Czyli nadal istnieje zapotrzebowanie na tego typu rzeczy.
Ja myślałam nad czymś takim, co zostało kompletnie zapomniane. Przez wieki zmieniała się moda, zmieniały się obyczaje, ale nadal nosimy buty i sukienki, tylko, że inne niż nasze prababcie. Czyli nie wyszły z mody. A może raczej: nie wyszły z użycia.
A co wyszło? Powiem szczerze, że trudno było mi wymyślić chociaż jedną rzecz. Nie wiem, czy to wina mojego mózgu, który dostał zaćmienia, czy może tego, że po prostu taki przedmiot nie istnieje.

Justine Johnstone, amerykańska aktorka, lata 20

historicalziegfeld.multiply.com
Pierwszą rzeczą, jaka wpadła mi do głowy, były wszelkiego rodzaju „doczepki” – odpinane mankiety i kołnierze, a nawet całe rękawy. Kiedyś bardzo powszechne z praktycznych przyczyn – łatwiej wyprać mały skrawek materiału, niż cały strój. Dziś raczej nie spotkamy się z koszulą z wymiennym kompletem mankietów, ale to nie znaczy, że takie odpinane elementy garderoby nie istnieją. Są na przykład trójkąciki do wypełniania zbyt głębokich dekoltów, które przyczepia się wewnątrz bluzki. To może raczej mało powszechny dodatek, ale już odpinane kaptury, czy rękawy w ubraniach zimowych są częstsze. Więc odpada, „doczepki” nadal istnieją.
Potem pomyślałam o butach szytych z tkanin. Aż do XIX wieku wyższe sfery częściej nosiły buty wykonane z materiału, niż ze skóry. Ale przecież takie zwyczajne trampki też są szyte z jakiegoś rodzaju płótna. I tak moja kolejna teoria umarła śmiercią naturalną.

Trzecią rzeczą, która przyszła mi na myśl były halki. Współcześnie są praktycznie niespotykane. Łatwiej dostać jakąś seksowną niż taką zwyczajną pod sukienkę lub spódnicę. Z drugiej strony muszą gdzieś być, ponieważ moja mama je nosi. Więc wiem, że istnieją, ale na pewno korzysta z nich bardzo niewiele kobiet. Sama kiedyś musiałam sobie jedną naprędce uszyć, bo okazała się, że spódnica którą kupiłam, lekko mówiąc prześwituje. 5 minut ręcznego szycia i powstała prosta haleczka, którą mam do dziś ;). Noszę ją bardzo rzadko. Więc halki trochę są, bardziej ich nie ma, ale mimo wszystko, nie mogę powiedzieć, że kompletnie się już ich nie nosi.

 
Przy okazji halek pomyślałam o wszelkiego rodzaju konstrukcjach, które mają nadawać kształt ubraniom. W przeszłości były to turniury czy krynoliny, a dziś? Dziś mamy tylko poduszki na ramiona w marynarkach. No i (wspomniane wyżej) tiulowe halki, które mają nadawać objętości spódnicom w stylu lat 50 XX wieku.
Ostatnią rzeczą, która przychodzi mi do głowy są wszelkiego rodzaju negliże, czy tea gowns, czy bardziej swojsko – podomki, czyli stroje przeznaczone do chodzenia po domu. Nie stare dresy, czy zużyte bluzki, tylko takie prawdziwe rzeczy zakupione tylko w tym konkretnym celu – by chodzić w nich w domu i nie wyglądać przy tym jak siedem nieszczęść. Kto ma coś takiego ręka w górę! Ja nie mam, choć planuję sobie sprawić od dłuższego czasu.

I Znowu lata 20 😉
doloresdelargotowers.blogspot.com/
A Wam przychodzą do głowy jakieś elementy garderoby damskiej, których kompletnie się już nie nosi? Jeśli tak, to podzielcie się ze mną tą wiedzą, bo ja dostałam zaćmienia 😉 Za to pisałam już o kilku rzeczach, których już się nie używa, zerknijcie jeśli macie ochotę sprawdzić, czy rozpoznalibyście do czego służą.

Jak oceniasz ten wpis?

Wskaż liczbę gwiazdek.

Średnia ocena: 4.8 / 5. Liczba głosów: 25

Nikt jeszcze nie oddał głosu.

0 0 vote
Article Rating