Mika Waltari. Czarny Anioł. Kolejna recenzja. Wpis poświęcony fińskiemu pisarzowi postanowiłam podzielić na dwa posty. Druga część skierowana jest do zwolenników wątków miłosnych. Waltari od nich nie stronił i przedstawiał w sobie znany, niezwykle intrygujący sposób…  Zapraszam.

Zdecydowaną perłę w twórczości fińskiego pisarza stanowi powieść historyczna „Czarny Anioł”. Cudowna opowieść o miłości, ponadczasowa i wciąż aktualna. Romeo i Julia w interpretacji Miki Waltariego. Akcja powieści rozpoczyna się w 1452 roku, dokładnie w dniu św. Spirydiona, trzynastego grudnia. Osadzono ją na tle dramatycznych wydarzeń związanych z oblężeniem i upadkiem Konstantynopola. Sześć miesięcy później (dokładnie 23 maja) wszystko się skończy, Turcy zdobywają Konstantynopol, chrześcijańską twierdzę na Wschodzie, a flaga turecka zawisa  na murach twierdzy obok Bramy Świętego Romana.

Książka to spisany ręką autora pamiętnik Johannesa Angelosa. Właśnie na sześć miesięcy przed upadkiem Konstantynopola do grona obrońców miasta-twierdzy dołącza przybyły z Awinionu rycerz Johannes Angelos, tytułowy Czarny Anioł (Angelos). Tam poznaje Annę, Greczynkę wysokiego rodu, córkę megaduksa Notarasa, który stoi po drugiej stronie barykady.

Bohater, wydawałoby się, wszystko ma już za sobą. Jean Ange lub – w greckiej wersji – Johannes Angeles jest człowiekiem ponad czterdziestoletnim, a wiek ten w piętnastym stuleciu oznaczał początek jesieni życia. Poznajemy jego życie z opowieści a historii tych, tak skróconych przez narratora, starczyłoby na niejedną książkę. Jednak czas zatrzymuje się dla nas podczas ostatnich wydarzeń w Konstantynopolu, w których bohater uczestniczy. Upadek Bizancjum, oblężenie, schyłek, ostatnie godziny epoki, oto słowa, które najlepiej charakteryzują klimat pierwszych kart powieści. Na tle wydarzeń, później zapisywanych w podręcznikach do historii i opowieściach pełnych grozy powtarzanych z ust do ust, rozgrywa się historia zwyczajnej miłości między dwojgiem ludzi.

Czy jednak miłość tę można nazwać zwyczajną? Wzrasta i rozwija się na polu bitwy, jest źródłem siły i słabości, buduje szklaną bańkę, a w niej złudzenie prawdziwego domu. Po co to wszystko? Aby ją ocalić… Nic jednak nie będzie ocalone i wiemy to od pierwszych kart. Jean Ange nie daje nam żadnych złudzeń, żadnych nadziei i walcząc wie, że walczy o przegraną sprawę. Jego pochodzenie jest nieznane i właśnie świadomość tego faktu karze mu wieść życie bez celu, które upływa w pogoni za czymś wielkim i ważnym, ale nieuchwytnym. Pojawia się wszędzie tam gdzie toczą się wojny i bitwy. Walcząc, nigdy nie wierzy w zwycięstwo, raczej w przeznaczenie. To człowiek wybitny, ale jednocześnie ktoś więcej. Jest symbolem tego co musi odejść. Jego szczytne idee z góry skazane są na zagładę. Nadchodzi bowiem nowy okres, nowa epoka, która ma wychować innego rodzaju człowieka.

„Nie wierzę w nic poza tym, co mogą udowodnić ich oczy i rozsądek. W swym sercu nie uznaję praw ludzkich ani boskich, dlatego, że cel jest dla nich jedynym prawem.” [1]

Wydaje się, że to wszystko nie ma sensu, ale bohaterowie „Czarnego Anioła” to nie papierowe sylwetki popychające akcję do przodu, wprost przeciwnie. To ludzie z krwi i kości, mający swoje motywacje, przekonania i sposób bycia. Charyzmatyczny przywódca najemników, Giovanni Giustiniani, przerażający w swojej mieszance zimnej logiki i płonącego szaleństwa sułtan Mehmed, pochłonięty naukowymi teoriami Joann Grant, tragiczna osoba ostatniego cesarza, Konstantyna – wszyscy oni zapadają w pamięć, a czytelnik znacznie bardziej związuje się z umierającym miastem, poprzez broniących go ludzi.

Odbieram też tę historię jako opowieść o honorze. Powinność mężczyzny wobec swojego kraju, losu, wiary. Kobieta stająca naprzeciw przeznaczeniu. Człowiek niezłomny mimo pokus, bo nie swoje życie uznaje za ważne a inne wartości. Człowiek odważny w walce o miłość. Mimo, że pisana w formie pamiętnika historia wydaje się jednak podawana obiektywnie. Podróżując przez wycinek czasu i zmieniając miejsce obserwacji, widzimy tureckie imperium w jego rozkwicie. Turecka inwazja na Europę, znana z naszej historii bitwa pod Warną, a przy tym historia sułtana Mehmeda, jego wzloty, upadki oraz motywy: czytając historię Aleksandra Wielkiego zamarzył o stworzeniu takiego imperium jak aleksandryjskie i wiele lat wizję swoją realizował. Zamienił zatem ostatnią stolicę imperium rzymskiego na perłę w turbanie sułtańskim, Świątynię Mądrości Bożej na meczet. I tak już zostało. Sułtan zyskał miano Mehmeda Zdobywcy i jako pierwszy ogłosił się cesarzem rzymskim…

Z namiętności, poruszających zegar historii – ambicja, wiara, miłość; również zdrada pojawia się na kartach księgi. Zdrada tak rozsądnie motywowana, że wydaje się rozsądnym sposobem postępowania, odmiennym od ogólnego. Przybiera maskę mądrości. Wygrywa. I jest ukarana. Ale pomimo nadejścia nieuchronnego końca epoki świat trwa dalej. Zmieniony, inny – ale trwa. Waltari kapitalnie pokazał tutaj koniec epoki i upadek cywilizacji bizantyjskiej. Choć wszyscy widzą że, używając słów Andrzeja Sapkowskiego, „coś się kończy”[2],  stają do przegranej walki.

Tragiczne losy  dwojga młodych, którzy poznali się w tym trudnym czasie dziejów i pokochali od pierwszego momentu, od pierwszego spotkania i spojrzenia – to główna treść tej opowieści. Tłem jest wojna religijna. Jeszcze kilka lat temu moglibyśmy powiedzieć: To piętnasty wiek. Wtedy wojny religijne były czymś zupełnie oczywistym. Dzisiaj już tak nie powiemy. Dzisiaj wojny religijne nie są nam obce, chociaż wyglądają trochę inaczej niż te, które widział Czarny Anioł.

Konkluzja historii opisanej przez Waltariego jest smutna. Gdy rozbrzmiewa okrzyk „Aleo he polis” (miasto upadło, miasto jest stracone) [3] rozpoczyna się koszmar masakrowanego Konstantynopola. Anna ginie, tak jak ginie stary porządek, zburzony, aby na jego gruzach powstać mógł nowy świat… Brzmi  znajomo prawda…. Rzecz o nowym świecie, nowym człowieku, mieszaniu kultur… Właśnie za tę przenikliwość, zaplatanie przeszłości z teraźniejszością uwielbiam Waltariego. Jego opowieści to lektura dla ciągle nowych pokoleń. Autor jakby potrząsał głową nad kolejnym szaleństwem dziejów i powtarzaniem historii, która bezustannie zatacza kręgi.

[1] Czarny anioł, Waltari M., Warszawa 1989, s. 168.

[2] Coś się kończy… Sapkowski A., Warszawa 2000, s. 10.

[3] Czarny anioł, Waltari M., Warszawa 1989, s. 240.

Jak oceniasz ten wpis?

Wskaż liczbę gwiazdek.

Średnia ocena: 5 / 5. Liczba głosów: 1

Nikt jeszcze nie oddał głosu.

0 0 votes
Article Rating