Chyba każdy ma czasem tak, że zapomni wziąć sobie czegoś z domu na drugie śniadanie, podwieczorek lub przekąskę. Lub zje wszystko, a tu nagle w brzuchu zacznie burczeć. W takich sytuacjach łatwo włącza się autopilot, który podpowiada: “coś tłustego i słodkiego!”, żeby bardzo szybko uzupełnić braki energii. Wpadamy więc do sklepu i na nasze oczy opadają klapki, które umożliwiają tylko dostrzeganie wysokoprzetworzonych bomb kalorycznych. U mnie tak to czasem wygląda, dlatego przygotowałam ściągę, która pozwala na dokonywanie lepszych wyborów w takich sytuacjach.
Na liście znajdują się produkty, które spełniają przynajmniej kilka z wymienionych kryteriów:
  • są łatwo dostępne
  • można je zjeść na szybko np. w autobusie
  • da się je jeść wprost z opakowania, bez dotykania rękami
  • nie trzeba ich dodatkowo przygotowywać
  • jedząc je nie ma dużego ryzyka ubrudzenia się (np. kapiącym sokiem, okruszkami, pozostawaniem między zębami 😉
  • mają opakowanie umożliwiające bezpieczne trzymanie ich w torebce
  • nie są zbyt kosztowne
1. Banan – biodegradowalne opakowanie, lekkostrawny ( to ważne, gdy jestem głodna tuż przed treningiem), jeden z niewielu owoców, którego nie trzeba myć lub obierać przed jedzeniem i zaraz po zakupie można go zjeść.
Cena: ok. 1,2 zł
2. Mandarynki – choć przed obieraniem wypadałoby umyć ręce (albo chociaż je wytrzeć antybakteryjną chusteczką), to jak wiadomo, nie potrzeba do tego noża, nie brudzą paznokci (jak zwracać uwagę na wszystkie zalety, to na wszystkie!), a małe cząstki są w sam razu do buzi. I tak pięknie pachną!
Cena: ok. 1,6 zł (3 sztuki)
3. Chipsy jabłkowe – zdrowa i przepyszna przekąska, zwłaszcza, gdy mamy ochotę coś pochrupać. Są dość kosztowne, ale te ze zdjęcia mają chyba najkorzystniejszą cenę, ostatnio pojawiły się też w biedronkowej linii Just fit.
Cena: ok. 3,6 zł (40g)
4. Kefir –  Robico jest dla mnie najsmaczniejszy w smaku, występuje w odpowiedniej pojemności – 250 ml i ma poręczną butelkę.
Cena: ok. 1,5 zł
5. Sok marchwiowy (lub inny jednodniowy, np. z buraków i selera, z owoców) – taki nieprzetworzony sok chyba można nawet podciągnąć pod 1 z tych obowiązkowych 5 porcji warzyw i owoców dziennie 🙂
Cena: 3-4 zł
6. Sok wielowarzywny/pomidorowy – co prawda wielu ludzi dziwi się, że można go pić, ale według mnie smakuje jak sos do spaghetti 😉 Tymbark Vega lubię także za ciekawe wersje smakowe i odpowiednią pojemność.
Cena: ok. 2,5 zł
7. Bieluch – oczywiście może być też inny serek lub jogurt, ale ten akurat ma tę zaletę, że jego zwarta struktura nie grozi wylaniem z opakowania podczas jedzenia  np. w trzęsącym autobusie ;).
Cena: ok. 1,5 zł
8. Baton zbożowy – tutaj mam w szczególności na myśli konkretną markę – “Ania” grunchy baton owsiany lub orkiszowy. Mają one całkiem fajny skład jak na słodycze – płatki owsiane (50%), płatki żytnie, jęczmienne, pszenne i są słodzone syropem ryżowym (który zawiera złożone węglowodany, więc dłużej uwalnia cukier do krwi. Smakują bardzo podobnie do takich szyszek z karmelem. Wartość energetyczna to ok. 250 kcal. W kwestii innych typów batoników zbożowych to trzeba czytać etykiety – niższa ilość kalorii w jednym batonie jest zwykle spowodowana niską wagą produktu, a w składzie często jest tyle dziwnych rzeczy, że już lepiej się nie oszukiwać i kupić zwykłego…
Cena: ok. 2 zł

9. Orzeszki sojowe – fajnie chrupią i oryginalnie smakują.
Cena: ok. 3,9 zł

10. Morwa biała – moje odkrycie tego roku, bo bardzo odpowiada mi jej smak – taki miodowy. Jest wskazana dla diabetyków i odchudzających się, bo stabilizuje poziom cukru we krwi. Z tego względu gdy mam ogromną chęć na coś słodkiego to chętnie sięgam po garść takiej suszonej morwy. Najkorzystniej cenowo wypada ta z fimy BioPlanet i Dragon Superfoods. 
Cena: ok. 11 zł (niestety)

11. Orzechy/suszone owoce/mieszanka studencka – tutaj bolączką jest to, że często są sprzedawane w ogromnych opakowaniach, a wtedy łatwo przedawkować tę przyjemność. W Rossmannie można kupić takie małe paczuszki (niestety jest to trochę nieekonomiczne), niektóre bardziej lokalne firmy też sprzedają bakalie w mniejszych – np. 50 g – ilościach (np. w Warszawie spotkałam się z takimi, w Krakowie ich nie ma). Dobrym wyjściem jest też kupowanie orzechów na wagę – są takie samoobsługowe punkty w marketach, w niektórych centrach handlowych pojawiają się także stoiska Frutti Art (polecam ich mieszankę z kostkami kokosa).
Cena: ok. 5 zł (50 g samych orzechów, mieszanka jest trochę tańsza)

Przedstawiłam Wam produkty, które ja najczęściej kupuję, a teraz chętnie poznam Wasze propozycje. Co wybieracie w sklepie na zdrowe przekąski? 🙂

Jak oceniasz ten wpis?

Wskaż liczbę gwiazdek.

Średnia ocena: 4.4 / 5. Liczba głosów: 34

Nikt jeszcze nie oddał głosu.

0 0 vote
Article Rating